Odzyskałem dziecko – trudna historia walki o miłość

Mój związek zaczął się typowo. Poznaliśmy się, zakochaliśmy, dość szybko wzięliśmy ślub. Na samym początku wszystko toczyło się wręcz sielankowo a wiadomość o tym, że zostaniemy rodzicami, jeszcze spotęgowała uczucie szczęścia.

Jak rozpadło się moje małżeństwo

Gdy nasz syn miał już kilka lat, wszystko zaczęło się psuć. Oddaliliśmy się z żonę od siebie. Każde z nas popełniało błędy, nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, rosła między nami prawdziwa góra.

Moja żona za wszystko obwiniała mnie, trudno było mi utrzymywać w takiej atmosferze normalne relacje z moim synem. Zaczęła go coraz bardziej ode mnie separować, wręcz nastawiać przeciwko mnie. Wkrótce potem złożyła pozew o rozwód z orzeczeniem o winie i wystąpiła o wyłączną opiekę nad dzieckiem. Motywowała to tym, że stale nie ma mnie w domu, że nie dogaduje się z dzieckiem, zaniedbuje je pod każdym względem. W oczach wszystkich to ona miała rację. Matka przecież kocha najbardziej, ojciec jest od zarabiania pieniędzy.

Kłamstwa, bezpodstawne zarzuty, wrogość…

Sprawa została dokładnie zbadana. Sprawdzono jakie warunki panują w moim mieszkaniu i nie wykazano, by były one nieodpowiednie dla dziecka. Mój syn miał u mnie swój własny pokój, wszystkie zagrażające mu elementy zabezpieczyłem, posiadał także zabawki. Niedaleko mojego mieszkania był plac zabaw dla dzieci, okolica również była przyjazna. Przyjrzano się mojej osobie, sprawdzono czy byłem karany. Odpowiedziałem na wszystkie pytania dotyczące nałogów, których nie mam, co było dodatkowym plusem w mojej sytuacji.

Mój syn przeszedł badania psychologiczne. Wykazały one, że ma bardzo bliską więź z moją byłą żoną, ale także i ze mną. Nie było nic co wskazywałoby na to, że w jakikolwiek sposób zaniedbuje mojego syna. Czuł się przy mnie szczęśliwy, lubił spędzać ze mną czas, dawałem mu to co mogłem najlepszego.

Sąd zadecydował, że opiekę na co dzień sprawować będzie moja była żona, ja natomiast miałem prawo spędzać z moim synem każdy weekend oraz co drugą środę. Początkowo takie ustalenia naprawdę mnie cieszyły, mogłem bowiem bez żadnych przeszkód również wychowywać syna. Jednak to co wydarzyło się później, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Gdy tylko pojawiałem się u syna, moja była żona czekała na mnie z toną pretensji. Zarzucała mi, że mam zły wpływ na dziecko, że nie kontroluję tego co ogląda w telewizji, że pozwala mu na zbyt dużo i podważam jej autorytet. Gdy przyjeżdżałem, zapraszała do domu mnóstwo osób, które jej sprzyjały. Wszyscy oni z moich regularnych wizyt, robili mi prawdziwe piekło. Ostatecznie prawie nie rozmawiałem czy nie bawiłem się z synem, cały czas odpierając zarzuty.

Jeśli tylko moja ex mogła, umawiała na środę nasze dziecko do lekarza czy na zajęcia dodatkowe. Wszystko po to, bym mógł tylko pośrednio spędzać czas z moim synem. Nigdzie nie pozwalała mi go zabierać, ewentualnie na pobliski plac zabaw, praktycznie widziany z okna jej mieszkania. Czułem się zaszczuty, wszyscy obserwowali każdy mój krok. Zamiast cieszyć się czasem z synem, odczuwałem niepokój i byłem mocno zdenerwowany. To wpływało na to, że nasza relacja słabła.

Walka wręcz – batalia sądowa

Sytuacja była trudna, jednak trwałem w niej, cały czas zbierając dowody przeciwko mojej byłej żonie. Robiłem zdjęcia pokazujące, że na wizytach w jej domu zawsze ktoś był. To miało potwierdzić, że utrudnia mi znacznie spędzenie czasu z dzieckiem. Robiłem także zdjęcia gdy odjeżdżałem spod jej mieszkania dużo przed czasem, ponieważ wypraszała mnie, zabierała dziecko do rzekomego lekarza itp. Czasem również nagrywałem gdy na mnie krzyczała.

Nie chciałem posiadać pełnej opieki nad dzieckiem. Chciałem by mój syn miał i ojca, i matkę. Jednak piekło, które mi zgotowała było nie do zniesienia. Ta sytuacja trwała prawie rok.

Po tym czasie złożyłem do Sądu wniosek o uzyskanie pełnej opieki nad moim synem. Przez moją byłą żonę w sądzie zostałem oczerniony. Najgorsze jednak było to, iż mój własny syn zaczął stawać po stronie matki. Badania psychologów wykazywały, że woli mieszkać z nią, a mnie postrzega tylko jako formę rozrywki. Ojciec od zabierania na lody, nie nadaje się do sprawowania pełnej opieki nad synem. Pozwoliła mi syna na lody zabrać raz. Nastawiła go przeciwko mnie, udowodniła, że wszystkie najważniejsze kwestie załatwia ona. Miała rację, tak było. Jednak tylko dlatego, że ona tak chciała i nie dawała mi sposobności do wykonywania żadnych ważniejszych zadań. Nie mogłem nawet przygotować dziecku obiadu, pomóc mu w umyciu się itp.

Mój wniosek zatem oddalono i zabrano mi wspólne środy. Został mi tylko weekend. Złożyłem apelacje, przedstawiłem dowody gromadzone przez lata. Postawiłem się, zacząłem wychodzić z moim dzieckiem z jej mieszkania, by spędzać z nim czas sam na sam. Sprawiłem, że mój syn znów mi ufał. Pomagałem mu w odrabianiu lekcji, rozmawiałem, starałem się pokazać, że nie jestem tylko rodzicem od zabawy. Sprawa ciągnęła się dwa lata. W tym czasie razem z byłą żoną wciąż walczyliśmy w Sądzie.

Zdołałem udowodnić, że mój syn ma ze mną silną relację. On sam również w miarę dorastania zaczął zauważać, że mama nie zawsze jest sprawiedliwa w mojej ocenie. Zaufał mi i podczas rozmowy z psychologiem stwierdził, że na obecną chwilę wolałby zamieszkać ze mną. Wszystkie dowody wskazywały na to, że sytuacja musi ulec zmianie, co sąd musiał wziąć pod uwagę. Dziś syn mieszka ze mną. Moja była żona zabiera go na weekendy i może odwiedzać go kiedy chce. Po latach walki zaczęła łagodnieć. Dziś mocno jej zależy na tym by nasz syn mieszkał z nią, a ja bym odwiedzał go regularnie i kiedy chcę. Czy wykluczam taką możliwość? Nie. Mój syn kocha matkę, zawsze mówię o niej dobrze. Chce by miał w niej oparcie. Ta walka nauczyła mnie jednak, że nigdy nie pozwolę się już stłamsić do roli wyrywkowego ojca. Swoją złość zostawiłem za sobą, doświadczenie mam jednak w głowie.

Tom (redakcja otrzymała zgodę na publikację listu)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.