Hulakula – schowajcie smartfony do kieszeni i dajcie się ponieść emocjom

W warszawskiej Hulakula weekendy tętnią życiem, a na torach kręglarskich i przy automatach zręcznościowych coraz częściej widzimy zgrane zespoły ojców i ich dzieci. O tym, jak współcześni mężczyźni redefiniują swoją rolę w rodzinie i jak wspólna rozrywka buduje autentyczne więzi, rozmawiamy z Mateuszem Gocejną, Specjalistą ds. Marketingu w Hulakula – Rozrywkowym Centrum Miasta.

Dawny model ojcostwa bywał dość zdystansowany. Dziś w Hulakula widzimy mężczyzn zaangażowanych w zabawę na sto procent. To stały, głęboki trend czy tylko chwilowa moda?

Mateusz Gocejna : To zdecydowanie stała i bardzo pozytywna zmiana. Myślę, że współcześni ojcowie nie chcą już być tylko obserwatorami życia swoich dzieci, którzy weekend spędzają przed telewizorem czy z telefonem w ręku. Chcą w nim aktywnie uczestniczyć. Dzisiejsi tatusiowie to w dużej mierze 30 i 40 latkowie, którzy sami wychowali się na kulturze gier i rodzącym się świecie nowoczesnej rozrywki. Kiedy przekraczają próg Hulakula, zrzucają z siebie codzienny stres i stają się dla swoich pociech partnerami w przygodzie. Czas spędzony z synem czy córką przestał być w ich słowniku obowiązkiem, a stał się przywilejem i czystą przyjemnością.

Widać, że dorośli bawią się u Was równie dobrze jak najmłodsi. Jak udaje Wam się w jednym miejscu połączyć oczekiwania dwóch zupełnie różnych pokoleń?

Mateusz Gocejna : Stawiamy na rozrywkę wielopokoleniową. Projektując ofertę Hulakula – Rozrywkowego Centrum Miasta, od początku odchodziliśmy od konceptu klasycznej „bawialni”, w której rodzic nudzi się na niewygodnym krzesełku, czekając, aż dziecko skończy zabawę. Nasze główne atrakcje – profesjonalny bowling czy stoły bilardowe – łączą pokolenia, bo zasady są proste i atrakcyjne dla każdego, bez względu na wiek. Niezwykle ważną rolę odgrywa tu także nasza strefa automatów arcade. Ojcowie odnajdują tam maszyny ze swojego dzieciństwa. Dla nich to piękny powrót do przeszłości, a dla ich dzieci okazja, by zobaczyć tatę w roli absolutnego eksperta, który zna każdy trik w grze.

Hulakula

Hulakula to nie tylko spontaniczne weekendowe wyjścia, ale też miejsce, gdzie rodziny celebrują ważne momenty, na przykład urodziny dzieci. Jak wspieracie rodziców w budowaniu takich rodzinnych rytuałów?

Mateusz Gocejna : Przyjęcia urodzinowe czy rodzinne turnieje to dla nas wyjątkowy segment. Wiemy, jak stresująca dla rodziców bywa organizacja imprezy dla kilkorga czy kilkunastu rówieśników swojego dziecka. W Hulakula zdejmujemy z ich barków całą logistykę – od kompleksowego poczęstunku, aż po opiekę profesjonalnych animatorów. Dzięki temu rodzice zyskują przestrzeń, by po prostu cieszyć się tym dniem razem z jubilatem. Często organizujemy dla grup urodzinowych miniturnieje bowlingowe, w których dorośli grają razem z dziećmi. To bezpieczna, świetnie zorganizowana przestrzeń, gdzie cała rodzina może po prostu odetchnąć i skupić się na tym, co najważniejsze – na byciu razem i świętowaniu.

Na koniec – jaki jest Twój osobisty przepis na idealny, rodzinny weekend i jaką radę dałbyś ojcom, którzy szukają lepszego kontaktu ze swoimi dziećmi?

Mateusz Gocejna : Moja rada jest prosta: schowajcie smartfony głęboko do kieszeni i dajcie się ponieść emocjom. Dzieci nie potrzebują od nas idealnych, drogich wakacji na drugim końcu świata, wyreżyserowanych pod zdjęcia w mediach społecznościowych. One potrzebują naszej stuprocentowej uwagi i zaangażowania tu i teraz. Przyjdźcie na kręgle, pograjcie w cymbergaja, śmiejcie się z nieudanych rzutów i rozmawiajcie o wszystkim. Wspólna, niezobowiązująca zabawa to najprostszy, a zarazem najpotężniejszy język budowania bliskości. My w Hulakula dajemy Wam do tego bezpieczną przestrzeń i najlepsze narzędzia, ale całą magię i serce musicie przynieść ze sobą. I zapewniam – to jest inwestycja, która wraca do każdego rodzica z podwójną mocą.

zdjęcia: Archiwum Hulakula

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.