Gdy rozwód jest nieunikniony, spróbuj mediacji

Wierzę w siłę postępowania mediacyjnego. Sama jestem mediatorem i zawsze wychodzę z założenia, że warto próbować rozmawiać, dlatego zachęcam do tego moich klientów. Zdarzają się jednak sytuacje, w których ugodowe zakończenie postępowania jest po prostu niemożliwe – mówi adwokat Karolina Marszałek; założycielka Kancelarii Adwokackiej Adwokat Karolina Marszałek, specjalizującej się w prawie cywilnym, spadkowym, rodzinnym i opiekuńczym, zwłaszcza dotyczącym spraw o rozwód, kontakty, alimenty, podział majątku wspólnego; zwolenniczka idei rozwodu po dżentelmeńsku.

Skutki pandemii dotykają gospodarkę, kulturę, ale również sferę społeczną. Czy ten szczególny okres przekłada się na liczbę pozwów rozwodowych?

Karolina Marszałek – Aktualnie brak jeszcze oficjalnych statystyk, które potwierdziłyby, że wzrosła liczba składanych pozwów rozwodowych, jednak mając na uwadze znaczący wzrost zainteresowania tematyką rozwodów, można sądzić, że sądy na przestrzeni najbliższych miesięcy będą je częściej orzekały. W mojej kancelarii zauważyłam tendencję wzrostową, jeżeli chodzi o zainteresowanie sprawami rozwodowymi.

Co jest najczęściej kroplą przepełniającą czarę goryczy? Czy motywy pozwów rozwodowych sprzed pandemii i z okresu jej trwania są takie same?

Karolina Marszałek – Rozpad małżeństwa to długotrwały proces, na który składa się wiele czynników. Oczywiście zdarzają się momenty przełomowe, które warunkują złożenie pozwu rozwodowego, np. zdrada jednej ze stron. Na pewno w takich sytuacjach zalecam klientom odczekanie, aż emocje opadną i będzie można podjąć świadomą, racjonalną decyzję. Zresztą sąd orzeka rozwód, jeżeli nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia, a to można stwierdzić dopiero po jakimś czasie trwania małżonków w rozłączeniu.

Do najczęstszych powodów, które skłaniają małżonków do podjęcia decyzji o rozwodzie, należą: niedochowanie wierności małżeńskiej, nadużywanie alkoholu, przemoc w rodzinie, nieporozumienia na tle finansowym, niezgodność charakterów, trudności mieszkaniowe, niedobór seksualny, dłuższa nieobecność, a także różnice światopoglądowe. Pary, które decydują się na rozwód bez orzekania o winie, w zdecydowanej większości wskazują, iż przyczyną rozpadu ich małżeństwa była niezgodność charakterów, często zrzucają winę na występowanie różnorodnych nieporozumień wynikających ze sposobu myślenia i postępowania obu stron. Warto zauważyć, że w ostatnich dekadach wyraźnie wzrasta ważność tej przyczyny.

W sytuacji, gdy współmałżonkowie decydują się na rozwód z orzeczeniem o winie, kwestia przyczyn jest bardziej złożona. Rozwodzące się pary zazwyczaj wskazują więcej aspektów, które spowodowały wniesienie pozwu rozwodowego. Najczęściej powtarzającymi się przyczynami są niedochowanie wierności małżeńskiej oraz posiadanie nałogów, w znacznej większości są to problemy alkoholowe, które bardzo często łączą się z przemocą wobec członków rodziny. Na przestrzeni lat zauważyliśmy znaczący spadek rozwodów z powodu problemów alkoholowych, jednak nie został i pewnie nigdy nie zostanie on wyeliminowany.

Nie sposób wymienić i przewidzieć wszystkich przyczyn, na które powołują się małżonkowie, ponieważ wszystko zależy od okoliczności i stanu faktycznego danej sprawy. Na tym etapie trudno jest odpowiedzieć na pytanie, czy motywy pozwów rozwodowych sprzed pandemii i z okresu jej trwania są takie same. Niewątpliwie ciągłe przebywanie małżonków w domu uwypukliło ich wady, które dotychczas, kiedy spędzali większość dnia w pracy, mniej doskwierały.

Kto statystycznie częściej decyduje się na rozstanie i kieruje wniosek o rozwód – mąż czy żona? Czy którejś płci przypisałaby pani większą waleczność i nieustępliwość?

Karolina Marszałek – Wydawałoby się, że na rozstanie częściej decydują się kobiety, patrząc jednak na wokandy, odnoszę wrażenie, że to głównie mężczyźni podejmują pierwszy krok i wnoszą pozew o rozwód. Statystyki Głównego Urzędu Statystycznego wskazują natomiast, że procesy inicjowane są po równo przez kobiety i mężczyzn. Rozbieżności pojawiają się w zależności od stażu małżeńskiego i długości jego trwania. Na złożenie pozwu o rozwód po kilku latach trwania małżeństwa zdecydowanie częściej decydują się kobiety, natomiast w sytuacji, gdy małżeństwo trwa 20 lat i więcej, decyzja o rozstaniu znacznie częściej leży po stronie mężczyzn.

Wydaje mi się, że to kobiety są bardziej waleczne i nieustępliwe. Zazwyczaj to one stanowczo i zawzięcie walczą o swoje prawa oraz o opiekę nad dziećmi i alimenty. Mężczyźni częściej potrafią wycofać się ze swojego stanowiska lub ustąpić, a może po prostu na chłodno analizują bilans zysków i strat.

Czy obie strony mają równe szanse, zarówno w teorii, jak i praktyce? Ile prawdy jest w opinii, że to kobieta jest uprzywilejowana, a mężczyzna już na starcie jest na przegranej pozycji, zwłaszcza w kontekście walki o dzieci?

Karolina Marszałek – W teorii prawa i obowiązki małżonków są równe. Pozycja ojca i matki w świetle prawa jest taka sama. Oboje rodzice mają pełną władzę rodzicielską i każde z nich jest obowiązane i uprawnione do jej wykonywania, a o istotnych sprawach dziecka powinni decydować wspólnie. Oboje mają prawo i obowiązek kontaktów z dzieckiem, na obojgu też ciąży obowiązek pokrywania kosztów utrzymania i wychowania dziecka stosownie do możliwości majątkowych i zarobkowych.

W mojej praktyce zawodowej nie dostrzegam dyskryminacji mężczyzn. Opinia, że kobieta jest uprzywilejowana, zwłaszcza w kontekście walki o dzieci, często wynika z obiektywnych przesłanek, np. niemowlę karmione piersią większość czasu musi przebywać z mamą. Coraz rzadziej, ale wydaje mi się, że w dalszym ciągu częściej kobiety rezygnują z pracy, aby zająć się dziećmi – wówczas rodzi się między nimi silna więź. Jednak sąd, decydując o miejscu zamieszkania dziecka, kieruje się przede wszystkim jego dobrem. Jeżeli zatem uzna, że dziecko lepiej czuje się, mieszkając z matką, ustala jego miejsce zamieszkania przy każdoczesnym miejscu zamieszkania matki, ustalając jednocześnie kontakty z ojcem i wysokość alimentów, które będzie on płacił.

Warto podkreślić, że coraz więcej rozwodzących się małżeństw potrafi porozumieć się w kwestii kontaktów z dziećmi. Małżonkowie mają coraz większą świadomość, iż rozwód dotyczy ich, a nie dzieci. Pomimo wygaśnięcia pomiędzy uczucia między nimi potrafią zjednoczyć się i znaleźć kompromis w sprawach dotyczących dziecka. Zasygnalizuję, że w 2019 r. do Sejmu wpłynął projekt ustawy o zmianie Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który miał na celu szczególną ochronę dzieci w sytuacji rozwodu i separacji oraz dotyczył wprowadzenia priorytetu pieczy naprzemiennej jako sposobu wykonywania władzy rodzicielskiej w przypadku orzeczenia rozwodu. Do projektu wprowadzono autopoprawki, w których wycofano się z priorytetu pieczy naprzemiennej. Nie wiemy jednak, jaki będzie ostateczny kształt reformy.

Jakie kwestie sporne są w przypadku spraw rozwodowych najbardziej problematyczne?

Karolina Marszałek – Najbardziej problematyczne są kwestie związane z małoletnimi dziećmi. Nawet jeżeli małżonkowie są gotowi dojść do porozumienia i wnioskować o orzeczenie rozwodu bez orzekania o winie, to na etapie ustalania miejsca zamieszkania dziecka, ustalenia wysokości alimentów na małoletnie dzieci, a także zakresu kontaktów drugiego rodzica z dzieckiem pojawiają się konflikty.

Czy utrudniona praca sądów w związku z pandemią sprawi, że małżeństwa, których związek nie przeszedł próby czasu w izolacji, będą musiały dłużej czekać na upragnioną wolność?

Karolina Marszałek – Zdecydowanie tak. Standardowo czas oczekiwania na pierwszą rozprawę w Warszawie wynosi od 6 do 9 miesięcy. Długość postępowania rozwodowego zależy od ilości materiału dowodowego, z którym sąd musi się zapoznać. Jeżeli strony żądają orzeczenia rozwodu z orzekaniem o winie i przedstawiają obszerny materiał dowodowy, postępowanie się wydłuża. Jeżeli niezbędne jest przeprowadzenie dowodu z opinii Opiniodawczego Zespołu Sądowych Specjalistów, mamy dodatkowy rok czekania. Jeżeli natomiast strony wnoszą o orzeczenie rozwodu bez orzekania o winie, a dodatkowo w drodze mediacji dojdą do porozumienia co do kwestii kontaktów z dziećmi, władzy rodzicielskiej i wysokości alimentów, sąd może rozstrzygnąć sprawę już na pierwszej rozprawie, ograniczając postępowanie dowodowe do przesłuchania stron, a w przypadku posiadania małoletnich dzieci dodatkowo przesłucha świadka w celu zweryfikowania ich sytuacji opiekuńczo-wychowawczej.

Od połowy marca do końca maja br. nie były przeprowadzane rozprawy w sprawach o rozwód, co powoduje konieczność ponownego rozpisania terminów na wokandzie. Z uwagi na stan epidemii i konieczność organizacji pracy w warunkach określonych przez ministra zdrowia niemożliwe jest obecnie przeprowadzenie jednego dnia tylu spraw jak dotychczas. Zgodnie z zarządzeniem nr 122/2020 Prezesa i Dyrektora Sądu Okręgowego w Warszawie z dnia 5 kwietnia 2020 roku – tekst jednolity z 25 maja 2020 roku – konieczne jest m.in. robienie przerw między rozprawami w celu przewietrzenia i dezynfekcji sali rozpraw. Dodatkowo trzeba zachować odpowiedni odstęp, co skutkuje koniecznością wzywania świadków na rozprawy pojedynczo i to w określonych odstępach czasowych, aby nie mieli oni ze sobą styczności. Wszystko to powoduje, że czas trwania jednej rozprawy znacznie się wydłuża, co skutkuje mniejszą liczbą rozpoznawanych spraw.

Czy są jakieś kroki formalne, które pomogą przetrwać ten trudny, wydłużony czas oczekiwania na rozwód?

Karolina Marszałek – Małżonkowie, którzy są zdecydowani na rozwód, mogą ustalić w drodze mediacji wszystkie istotne kwestie dotyczące rozwodu, w szczególności miejsce zamieszkania małoletnich dzieci, wysokość alimentów, zakres kontaktów małoletniego z rodzicem, u którego dziecko nie będzie stale przebywać. Udając się na mediacje, będą mogli wypracować jednolite stanowisko przy pomocy bezstronnego mediatora, który podpowie im, jak inne pary rozstrzygnęły kwestie sporne w podobnych sytuacjach. Jeżeli natomiast małżonkowie nie są pewni rozwodu i mają wątpliwości, mogą podjąć próby ratowania małżeństwa, udając się na terapię małżeńską.

Rozwód nie ma najlepszych konotacji i zwykle kojarzy się z zaciętą walką o majątek, prawo do opieki nad dziećmi, alimenty. Czy można inaczej? Jak zapobiec długiej, burzliwej batalii, na której cierpią wszystkie strony, a najbardziej dzieci?

Karolina Marszałek – Oczywiście, że można inaczej. Wszystko jednak zależy od tego, jak małżonkowie podchodzą do rozwodu – czy chcą zakończyć dotychczasowy etap w porozumieniu, czy może na koniec wspólnego życia chcą prowadzić burzliwą wojnę. W mojej ocenie najlepszym rozwiązaniem zarówno dla stron, jak i ich dzieci, jest dojście przez małżonków do porozumienia. Kwestię władzy rodzicielskiej, kontaktów rodziców z dzieckiem, wysokość alimentów można rozstrzygnąć jeszcze przed pierwszą rozprawą. Małżonkowie mogą w porozumieniu przygotować ugodę w przedmiocie wskazanych kwestii i przedstawić ją sądowi. Podział majątku również może być przedmiotem ugody, konieczna jest tylko wola stron do jej zawarcia.

Rozwód jest przełomowym wydarzeniem w życiu małżonków, jednak przy dobrych chęciach obu stron i wzajemnym zrozumieniu możliwe jest przejście przez ten proces w spokoju i wzajemnym szacunku. Co więcej, zgodnie z danymi opublikowanymi przez Główny Urząd Statystyczny w 2018 r. rozwiązano przez rozwód 62843 małżeństw, z czego 9110 z winy męża, 2076 z winy żony, 2947 z winy obu stron i aż 48710 bez orzekania o winie.

Czy osoby, które pani reprezentuje w sprawach rozwodowych, są skłonne do mediacji i finalizacji związku na dżentelmeńskich zasadach?

Karolina Marszałek – Wierzę w siłę postępowania mediacyjnego. Sama jestem mediatorem i zawsze wychodzę z założenia, że warto próbować rozmawiać, dlatego zachęcam do tego moich klientów. Zdarzają się jednak sytuacje, w których ugodowe zakończenie postępowania jest po prostu niemożliwe.

Jak często zdarza się, że jedna ze stron nie zgadza się na rozwód? Jak kończą się tego typu sprawy: happy endem czy raczej wydłużoną sprawą?

Karolina Marszałek – Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy jedna ze stron nie godzi się na rozwód. Małżeństwo to umowa – jeżeli jeden z małżonków nie dotrzymuje jej warunków, np. nie dochowuje wierności, drugi współmałżonek ma prawo, mimo wszystko, chcieć pozostawać w związku małżeńskim. Jednak w zdecydowanej większości takie stanowisko tylko wydłuża sprawę rozwodową i dokłada współmałżonkom dodatkowego stresu. Zachęcam do przeczytania artykułu na moim blogu www.praworodzinnewarszawa.pl, pt. „Czy można małżonka zatrzymać na siłę? Teoretycznie można! Tylko po co….”. Wychodzę z założenia, że do miłości nikogo się nie zmusi, możemy jedynie próbować pracować nad sobą i nad relacjami z partnerem, ale jestem przekonana, że nie uda się stworzyć szczęśliwego związku na siłę.

Rozmawiała Małgorzata Szerfer-Niechaj

3 komentarze

  1. Kuba Odpowiedz

    Rozwód to niełatwy temat. Każdy przypadek jest inny i wiele zależy nie tyle od powdu rozstania, ile od charakteru i dobrej woli małżónków. Niestety tej ostatniej często brak, gdy zapadnie decyzja o rozwodzie. I zaczyna się walka. A na tym cierpią wszyscy. Może w świetle prawa obie strony mają równe szanse, ale w praktyce to nie do końca tak. Ilu ojców dostaje opiekę, więcej przywilejów?

  2. Marek Odpowiedz

    Może w świetle prawa matka i ojciec są równi, ale teoria ma się nijak do życia. Znam ojców, którzy musieli toczyć długie batalie, a i tak to kobieta wygrywała. Inna sprawa, że najlepiej się nie rozwodzić. Może decyzje o ślubie są zbyt pochopne?

  3. Jan Odpowiedz

    Ludzie opamiętajcie się z tymi rozwodami! Łatwo się podejmuje takie decyzje, majątek można podzielić, ale psychiki dziecku nic nie naprawi. Rozmawiajcie ze sobą, a jak małżeństwo jest na włosku, to próbujcie terapii albo mediacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.